chciałbym napisac jakas patetyczną notke, z pełnym podsumowaniem, dogłebną analiza mijającego juz roku oraz mądrymi, nierzadko konstruktywnymi wnioskami. niestety jestem na wskroś zepsuty a moje IQ wynosi 14, wiec czegos takiego nie bedzie.
także wiecie, ostrożnie z fajerwerkami i lemoniadą
siemanko, krotkie uchwycenie swiąt okiem dwójki skromnych zwierząt
Ja:
siemasz
(...)
Nejbz:
siema siema jak sie bawisz? dzieki za zyczenia
Ja:
i ogolnie wiesz, o północy bedziemy mowic ludzkim głosem
my, zwierzeta i bydło ;P
(...)
Nejbz:
no, jako przedstawiciele trzody chlewnej
niedlugo bedziemy mieli swoje 5 minut
Ja:
ja wygłosze doktryne lepszego mięsa w misce
Nejbz:
ja cos pochrumkam
i wystarczy
Ja:
a jak Twoja wigilia, bo moja fajna
Nejbz:
no moja wigilia byla spektakularna, wyjatkowa, magiczna i niepowtarzalna
nigdy nie zapomne te pieknej wieczerzy
Ja:
ja też
padre mi zyczył tylko
"popraw sie"
Nejbz:
czulem sie, wiem, wiem, ze moze to glupio zabrzmi, ale czulem sie tak jaby sam pan Bog zasiadal z nami przy wigilijnym stole
serio?
Ja:
znaczy, ze osiągnałem najwyzsze stadium animalizmu
Nejbz:
milutko
Ja:
serio :]
Nejbz:
hahaha
jestes niedoscignionym wzorem dla nas wszystkich
jestes niewyczerpanym zrodlem inspiracji
Ja:
i co najwazniejsze
Nejbz:
i motywacji
Ja:
ciagle zaskakuje czyms nowym, czyms co wyłamuje sie konwenansom i schematom
Nejbz:
i o to chodzi
chamstwo o wielu twarzach
chamstwo wielokolorowe jak haft na plecach
mieniace sie wszystkimi kolorami teczy
Ja:
chamstwo abstrakcyjne
chamstwo renesansowe
chamstwo z baraku
Nejbz:
:D
Ja:
mrocze, rozswietlone, w cieniu
mrozne jak mrozonki, ciepłe jak zapieksy z budy pod centraksa
Nejbz:
po prostu moc truchleje
Ja:
noo
dostałem mirre
oczywiscie najka
wigilia nawet przaśna, przez krótko chwile poczułem klimat swiąt, co wydaje mi się mała dewiacją (kazdy kto mnie zna to raczej wie, że to taka solidna, pierwszoligowa dewiacja walcząca o awans do ekstraklasy). poza mirra dostałem tez wymarzona tubke kleju obuwniczego "dragon", czapke gruszek i żel pod prysznic. jest dobrze, chociaż moj ojciec to chyba o mnie nienajlepsze zdanie? swoją droga nie tylko on, ale nawet cieszy mnie to, bo niedługo sympatia do mnie stanie sie offowa i bede dostawał jeszcze wiecej wierszyków "wyszukanych w googlu" na swieta.
a tak to zycze Wam zdrówka a reszta jakoś sie ułozy, chociaz polityka gospodarcza w stanach i dawanie kredytów pod hipoteke wszystkim jak leci, nawet bezdomnym kotom, spowodowała spory pierdolnik i co najgorsze coraz bardziej odbija sie na normalnych personach bla bla bla. niewaga
pamietam, ze zakładając pamietniczek moj (hihi), mialem raczej pisac jakies radosne moje przygody i rozmkniki (a jak to zaczęło jako tako funkcjonowac to tez najwazniejsze rzeczy) ale nie spodziwałem sie, ze uzbiera sie tego ok 240 strony w wordzie (tak, wrzucilem to w jeden plik. tak, naprawde 240) i że sie bedzie tyle działo. i że bede miał półrocznice z kims, kto poniekąd poznał mnie przez nloga (cześc Ula). w sumie w ogole bym siebie nie podejrzewał, szczegolnie, ze ongiś to raczej takie cuda pisałem. fakt, ostatnio odszedłem od nlogowej grafomani, przyczyna prozaiczna - wyłozyłem lage ale proste, ze wracam. i dlatego pisze własnie teraz (ze ważne?), pół roku po moich urodzinach, gdzie własnie zaczął sie nasz spektakularny, kontrowersyjny acz wesoły, stały zwiazek (choc z tym to roznie). niemniej dobra telenowela, choc nie nazywam sie Juanito Don Calves, Ula też nie ma 8 imion i 10 nazwisk i czasem zachowuje sie jakby włożyli mi głowe w dzwon i zadzwonili na msze a Luz Maria marudzi jakby to cos pomagało, to tak. jaram sie dzieciaku. i pisze to ja - Zawa, 100% miętus, 300% cukier, że sie czytac nie da i "bezsennosc w seattle" działa po tej notce jak insulina. a sen jest swoja droga, co z tego ze w autobusie (3 razy zasnac w nocnych i wracac z centrum 5 godzin miast 25 to tylko ja umiem. juz mam eRkę w kołeczku i optaentowane w urzedzie, wiec tak nie rób, bo dojade i nalicze na grubą banke. i narobie ambarasu. ach - dygresje). i chuj tam w seattle czy inną ibize. i innego fiata pande. to jak najbardziej warszawaskie klimaty. i sory Meg, ale Ula Cie bije na głowe, szkoda tylko, ze ja tak nie gram jak Tom (i nie mam pieknych cortezów aka run forrest run), ale na pewno fajniejszego nloga pisze. gdyż tom_hanks.nlog.org to ssie i zamula, poza tym nikt nawet nie zaglada, proste
miales taki sen nlogowiczy drogi (na pewno miałes), ze bedac w Warszawie noca, w scislym cenrum miasta, jeszcze o 2:30-30 zbijałes pione na pozegnanie z dobrym ziomem i wrociles o 7 (aka 20 minut autobusem nocnym od owego miejsca)? z rzecz jasna po owczsnym, zupelnie trzezwym (bo ja i Hubert Nejbz nie z tych co pija) tlumaczeniu spiewem zaciemnonym przechodniom jak wazna jest Legia Warszawa i jak mocno trzeba ją chełpic. ja mialem nie raz. i pamietajcie, senne marzenia sie spełniają. wracajac do domu mialem dobry dialog z ojcem mym:
kipiacy charyzma padre - gdzie sie szwedzasz?
kipiac rozsadkiem mateusz - nigdzie (inna ulubiona odpowiedz to 'nic' ;P)
chodzaca charyzma u grandmaster ojca - a czemu masz wylaczony telefon?
kipiacy brakiem nokii mateusz - bo jest chu-jo-wy (błyski, flesze). ale wiem, ze marzyles, zeby pod choinke (z piernika) kupic mi lepszy, och, czytasz w moich myslach.
jestem najgorszym synem
a płyta W.E.N.A. i Rasmentalizmu rozpierdoli, moze nie slyszałem o czym oni nawijali (nierozwiazany od sredniowiecza problem naglosnienia) ale mieli tak przemistrzoweskie bity, ze szczena opadała. nic tylko czekac i w ogole pod kiblem w mandali (aka klubo-plano b-kawiarnio-dom jednorodzinny) Nejbz (dobrze wszystkim znany) zgarnał płytke Rasmentalizmu, nie ma to jak miec nawijke :D poza normalnymi opcjami klubowo-autobusowymi (poznałem w powrocie chyba ze 40 ludzi, wlasnie szukam kierowcy na gronie ztj przygoda, przygoda) to zdisowała mnie barmanka w klubie, bo pokazałem palcami victorie (aka dwa piwa prosze, aka rzymskie 5) a ona, bo była gruba i z tatuazami to powiedziala mi cos w stylu, ze to znaczy cos gorszego niz komunizm, niewiele lepszego niz wojny i wymierajace gatunki, globalne ocieplenie i kebab z białego tygrysa (:*) i w ogole wez wypierdalaj. nie wiem o co jej chodziło, moze jak sam będe przez znajomych pieszczotliwie nazywany puszystym i bede miał dziary gotykiem to bede miał takie foszki i odpierdoli mi, no ale nic. do Was, kochani czytelnicy nie podbijają przed klubem panny z bonami na 10 zł z carrefoura'a z błaganiem, zeby wymienic to na kwit.
na początku nie bedzie za długo, bo nie jestem w formie i krach na giełdzie, także nie zaserwuję tu eseju na jakiś ciekawy socjologiczny temat. chciałem tylko napisać, ze jak nienawidze studentow jak arsenalu (chór: kurwyyy!) tak dzisiaj odkryłem nową, jeszcze żałosniejszą i perfidna podgrupe: przemadrzali studenci starszego roku opowiadający jak jest u tego wykładowcy, a z tamtym sie nie martw, bo sa luzy. ogolnie dzis z Kubasem moim człowiekiem stalismy obok takiego wlasnie przez 2,5 godziny, gdy czekalismy na wejsciowke do eksluzywnego klubu 'dziekanat' gdzie gorace, bounsujace sekretarki rozdawały pisma do turbodziekana (ultramegasuperII turbodziekana). nie no luz, ale kolezko nawijał takie historie jakby sie przejadł kabanosów i w sumie wzbudzał agresje. niech wiec sie nie dziwi, gdy nastepnym razem ktos mu wpierdoli i spali jego sztruksową marynarke w kolorze beż.
inna historia, ze jako jedyny dostałem pozwolenie u jakiejs tam turboszychy wydziałowej na przedluzenie sesji, czyli moge jeszcze odpowiadac i to mi troche ratuje dupe. ma sie ten koneksje (dające lekcje), ale rozkmin czytelniku koffany, ze jak wchodze do sekretariatu to slysze 'siemasz zawa, co tam, nawijaj', wiec wiesz. nie moja wina, ze kazdy dziekan bije mi pjone.
to tyle na dzis, studencko, czyli chujowo i smutno ;P ale cheers
dobry klasyk wyszedł z tego, ale to historie nie na nloga, w kazdym badz razie po raz milionowy gadka telefoniczna z moim hombre Kubasem, po raz enty zaczynająca sie od "ooo kurwa", po raz setny ten sam szablon rozmowy, której nie wcisniesz w zaden szablon. słowem - klasyk. az sie stesknilem za moja pierdolna, bez kitu. ide sie uczyc dalej :)
po poczatku dzisiejeszego dnia po prostu mnie zastrzel, dobij, z dachu zepchnij i jak masz jakas zła wiadomosc to dzisiaj, bo juz mi wszystko jedno, kolejna chujowa akcja w ta czy w tamtą.
dobra, nawet jak dojde do dna, patrz mi prosto w oczy, kurwa nigdy sie nie poddam
niewykonalne kurwa, nie ma opcji i jeszcze sie zagmatwało 10x bardziej, ale co? miesiac stresow, ogarniania i moze sie uda :/
gdybym wyjechał sam na miesiąc, na bezludną wyspe tylko po to, żeby 30 dni leżec i odpoczywać to wróciłbym po 3 miechach, miałbym wuchte kłopotów i problemów, naruchałbym sobie jakichs przypałów i nawet gdyby jedynym budynkiem tam była palma to i tak by mnie z niej wyrzucli za nieobecnosci, bez kitu. i by mnie sadem straszyli. i dostałbym z 5 mandatów za picie w miejscu publicznym. taki jestem ;P
jade przez to miasto, widze billboard'y, ktore reklamuja nowe seriale na tvn-ie chyba (nie wiem, nie ogladam tv) i widze szereg takich samych mord aktorów, o których nie mam pojecia. inne seriale, jazwy zajebiscie podobne, ja nie wiem, moze to i inni ludzie, ale w tych mordach maja jakis wspolny mianownik. jeden chuj czy to magda m, czy teraz albo nigdy, czy jak to sie zwalo. autentycznie, oni sa tacy sami, tak samo chujowi, tak samo tandetni. i choc ogladałem wszelakich programow gora 5 minut, to pewnie i tak samo tanczacy. ale szczegolnie mnie rozbawił plakat 'twarza w twarz" (co to kurwa?) a na jego centralnym planie typu z klamka aka spluwa, ktory z jazwy jest taki straszny, ze przed yorkiem by spierdalał. i on pewnie gra jakiegos ultra twardziela, ktory rozwiazuje kriminalne zagadki Milanówka, czy Filtrow na Ochocie. bez kitu, moj 13-letni brat by mu kanapki zabierał i kazał sobie placic myto za wejscie do kibla, czlowieniu. jebac, jebac.
a ogolnie mialem sen (nie tak calkiem przypadkiem). jestem w jakies szpitalinie, nade mna pielegniarki i jedna odczytuje (gdyz inne sie boją) - rak czegos tam (bodajze prostaty czy jadra). budze sie, szyja mi zdretwiala, lewa reka cala mi mrowi i jakby 6x razy slabsza od prawej, co jest? i wiecie, nie przez przypadek, bo dzis bylem na badaniach, mam skierowanie na usg i licze na to, ze to nic powaznego. a wlasnie dopiero co odmulilem, czulem sie tak zajebiscie, juz nawet zaczałem wczoraj pisac notke (ano bo mial miejsce melanz-majsterstyk ztj. arcyklasyk i zesmy przyszponcili mega). i ogolnie dol, smutek, zjebany humor i chuj w dupe za taka kolej rzeczy. niesetety nie moj, bo moj mnie boli, kurwa
ogolnie to mam rozkminke tego typu, czy by przypadkiem nie zalozyc nowego nlogaska. wrzucilbym linka na grono i (hardkorowo) w opis na gg, gdyż mam taka potrzebe i w ogole to - za duzo ludzi mnie lubi, niech mnie znienawidza (lubie jak ktos mnie nienawidzi, wtedy sie denerwuje i przezywa, przy akompaniamencie mojej zlewy). moglbym wrzucic ten owy nlogasek w linki, ale jechalem tu po mojej kolezance ze studiow, a ja lubie i nawet teraz mi pisze, ze pokłocila sie z typem i takie tam, pare razy dupe mi poratowała notatkami. a nie chce mi sie kasowac czy edytowac, sie wie. poza tym pare osob nie umie czytac i bedzie odbierało moje zapiski jako atak na swoje skromne osoby i "jak mogles chamie?". ano moglem. stad tez pomysl na nowy adres, mam juz zaklepana nowa nazwe, w sumie juz od pół roku. tyle że pare rzeczy mnie powstrzymuje. czy moglbym pisac tak szczerze jak wczesniej? i co najwazniejsze, co mnie zawsze powstrzymywalo. załozmy, ze opisalbym jakis szalony melanz typu "najebalem sie z Igorem i Staszkiem, oni pojechali na dziwki, ale tak na codzien sa przykladnymi meżami, haha" i wiesz. jakby ich zony to przeczytaly? oczywiscie przykładziwo wyimaginowane i z dupy, ale sa takie akcje, ze typy pisza pannom, ze juz w domu leza a prawda jest zgoła odmienna, bo pijemy do 6 gdzies na wierzbnie, sami wiecie. i musialbym byc b. odpowiedzialny za słowa, acz z drugiej strony wielu ludzi mnie nie zna z tej strony a fajnie by przyurać, co nie?
"ten gosc pieprzy same bzdury i patrzy kto go slyszy, zbiera za to dissy, ale wozi sie jak skurwysyn"
nie no, zarty, ale lubie ten cytat. i wlasnie taka mam zagwozdke, bo ze mna to chuj, ale zeby znajomym nie naruchac przypału. a i zeby nie kasowac tego logina (czego nie zamierzam, w koncu wspominek mam wuchte). i pytanie, co począc moi mili? wewnetrzna decyzje niby juz podjalem, ale jak byla panna Daraaaa by go odkryla to by go zakopała i tym podobne rzeczy. w kazdym badz razie licze na opinie i sugestywna krytyke (zawa ty chuju, spierdalaj - przykład polskiej kontruktywnej krytyki ;P)
nie potrafie udawac, ze jest super-kurwa-zajebiscie. nie potrafie i chuj.
pisac na nloga tez juz nie potrafie, zycie. ciekawe jak na moim miejscu zachowalby sie kapitan Iglo? ten stary skurwiel od paluszkow rybnych zawsze wie co i jak. niestety brakuje mi czapeczki kapitanskiej, siwej brody i charyzmy, wiec czesto gubie sie i nie wiem co robic. i w ogole mialem dzis napisac "porywajaca" weekendowa opowiastke, aczkolwiek po raz milionowy sie nie moglem do tego zabrac. przykro mi czytelniku mily, ale sie wypalilem chyba. jeee
napisze tylko, ze przez uchylone drzwi balkonowe dobiegł mnie piskliwy, jadowity i skrzypiący głos starej i permanetnie zdewocialej procy, która to wydzierała pizde aka wyrazała sie w samych superlatywach o jakims czworonogu. o godz 8 rano w sobote obudzilo mnie "ooo, jaki on madry. i wszystko rozumie, prawie jak człowiek". rzucilem tylko "na pewno jest madrzejszy od Ciebie, pizdo stara" i zakryłem łeb poduszka, zeby juzli nie kumulowac zlosci. ja pierdole, to ja powinni uspic, bez kitu. albo oddac do schorniska. acz nie zwazalem na przeciwnosci losu i uderzyłem w kime, z marnym skutkiem zreszta. niemniej, ten piekny sloneczny dzien spedziłem wiecej niz spoko. i nazwij pedalem i lamusem, ale ogladalem film almodovara "wszystko o mojej matce". tak, tak, ja czyli człowiek-jaskiniowiec, chuj, cham, pojeb, prostak. i nawet spoko był owy twor tego szanowanego rezysera, nie kazdy wie, ze lubie tez ambitne kino (Nejbza juz nie ma:/ mozna napisac) i chetnie bym obejrzal jeszcze ze 2-3 jego filmy, azeby wyrobic sobie opinie. a i kurwa, nie moja wina, ze zaczalem sie smiac jak Esteban wpadł pod samochod, ale myslalem, ze przezyje (i ze bedzie efektowny wybuch i że na koniec zginie murzyn a on zdobedzie serce idealnej panny, ktora w stringach bedzie wygladała dla niego najpiekniej). jak Legie kocham, nie moja wina ;P wracajac jeszcze do filmu, zajebiscie nie podobaly mi sie napisy z dedykacja na koniec filmu, cos w stylu "film dedykowany wszystkich kobietom, wszystkich kobiet z dziecmi, wszystkim kobietom dazacym do szczescia, wszystkim mezczyznom, ktorzy chca zostac kobietami". ja pierdole, wspaniala proba podlizywania sie wszystkim grupom, ze niby uniwersalne kino, dla kazdego. powinien jeszcze napisac "dla wszystkich ludzi, którzy uprawiaja seks ze zwierzetami, dla wszystkich kobiet, ktore przebierają sie za chomiki w co drugi poniedzialek, dla wszystkich ludzi-czterolistnych koniczynek". hurra pedro, tymi napisami zostawiles u mnie niesmak i chocbys nagrał 4ta czesc "uwolnic orke" to i tak wole jarmusha, sory :)
co jeszcze o weekendzie (jak juz sie rozpisalem)? ano klawy był, człowieku. mimo nienajlepszej formy i chujowej pobudki zdazylem sie ogarnac i wzniesc na wyzyny dobrego samopoczucia, co zaowocowalo naprawde fajnie spedzonym czasem, z piciem ginu, glupimi zartami, spacerami, ogladaniem filmu, wszystkim. i dostalem szarlotke, specjalnie dla mnie. i nie że american pie, zdjadłem po prostu i byla zajebiscie smaczna, wiesz. ja jestem czlowiekiem, ktory od dawien dawna jaral sie szarlotka, wiec jezeli chcesz mi sprawic przyjemnosc ogromna (zebym popadł w zachwyt, ktory obrazuje moja mimika) to wiesz co robic.
w niedziele z kolei ustawilem sie z moim zajebistym ziomem Bujanem. wypilismy resztke ginu, wpadł Gajo-czlowiek, ktory wkladał 3 bluzy jak bylo 25stopni celsjusza. przynajmniej w czsach gimnazjalnych (no niestety załapałem sie na reforme jako pierwszy rocznik). zaczelismy rozrabiac chujowego cin cina. poznie wypilismy piwo w sloncu, kolejne i jeszcze nastepne. wtedy to do B. mojego kamrata zadzwonila Ania, ktora teraz pomieszkuje klatke obok i powiedziala, ze pija ekipa mi znana wlasnie z gimnazjum w jakims pierdolniku aka pubiwie. wpadlem a tam znajome mordy, ale wiesz. okres gimnazjum choc liczny we wspominki, to jednak mały sentyment, zatem nie krwawie owymi wspominkami, sie wie. kupilismy ciepla wode, uderzylismy na murek, mielismy sie juz do konca zmłócic, ale ja to nie, bez młócki tym ciepłym kombajnem czyt. 2 lufy tylko. tam odrobine gadki, obczajałem jak ziomki bajeruja dupy. ongis zawsze ich podziwialem, bo dupy do nich garnely, nadal garna, ale moj tzw podryw skoczyl z poziomu "przepraszam, ktora godzina?" do poziomu znacznie wyzszego. acz ja nie podrywam, ja sie najczesciej zachowuje jakbym był soba i styka ;P w sumie tak tylko obczajalem, choc wiadomo, ze czasem sie rzucilo jakims dobrym tekstem zaadresowanym do ogolu, ze był najlepszy i najbardziej bezczelny. no jebac to. acha. Aniu, jestes najglupsza dupa swiata i nie kumasz nawet najprostszego zartu, ja nie wiem jakim cudem twoj typ wytrzymal z toba 7 lat? kurwa, nie pojmuje, bo masz miast mozgu orzecha nerkowca. w dodatku nadgryzionego przez krolika, sory.
i wiesz, owy weekend był opor kozacki, jeden z najlepszych i na bank najlepszy ostatnio, ale jakos we we wtorek ja i moja dusza malkontenta uznaly, ze to tylko efemeryda i dalej jest chujowo. i nawet ciezko mi napisac czemu, chociaz do myslenia dał mi Pszczu w srode stwierdzeniem, ze wygladam na przybitego. co mam mu powiedziec, ze sie nie wyspalem albo zjebany jestem? wiesz, kto mnie zna to wie jak na mnie wpływa opcja "nie wyspac sie", bo wtedy to jestem warzywem, mam kreatywnosc solidnej wierzby, nic tylko wspiąc sie po gałęziach i skakac na ziemie. no ale jak tak rozkminiam to i owo, szczegolnie dzis, zwłasza, ze kac juz dawno minał i cały postkacowy entuzjazm, to stwierdzam, ze jakis problem jest i kurwa. jak pisałem. nie potrafie udawac, ze jest przeswietnie i fantastycznie, bo nie jest :/ co robic, bo ja juz kurwa nie wiem?
AZ & DJ Absolut - I'm That Nigga joy and umployed, I'm bad motherfucker with a talent
5!
PS. Air - niestety nie wpadne nad polskie morze :/ ale pjone bije i kiedys na pewno sie uda!
"słyszałem, nerwowi zyją krócej" - o tym to już bardzo dawno zapomniałem, do tego stopnia, ze 4 dni temu zorientowałem sie, ze na 9 objawów depresji mam 7, zatem niby nie najlepiej i daje sie to we znaki, ale chill. nie ma co byc pizda i rozckliwiac sie nad soba, tlumaczyc. o tym tez zapomniałem
a propos
"lepiej byc chujem niz pizda" - jak to sie stało, ze zapomniałem i o tym na krotko? nie mam pojecia, acz uważam, iż mialo na to wplyw kilka czynnikow, cokolwiek to złozona sytuacja a czytanie o takim chujowym temacie byłoby co najmniej gehenna dla Was, moi nlogowicze najdrozsi. zatem jebac. chill i nie mam zamiaru sie przejmowac. jak zwykle.
i ja wiem, ze okret o nazwie leserka tonie ze mna i czas spierdolic na wyspe o nazwie pracowitosc i to jak najszybciej. że tak powiem popularny ostatni gwizdek dla mnie i mase rzeczy musze zmienic.
znalezc prace i to porzadna, byc w koncu tym dziennikarzem sportowym, bo to mnie jara, to mnie kreci. robienie tego co sie lubi i dostawac hajs za to zawsze było moim marzeniem, trzeba miec tylko odwage.
ogarnac ładnie i sumiennie studia, chodzic na zajecia czesciej i zdawac te głupie egzaminy.
pospłacac długi, bo chujowe to i lepiej byc fair wobec innych, wobec siebie rowniez
pic odrobine mniej, ale kozackiego melanzu nie odpuscic, ale to chyba obligatoryjne i sie rozumie samo przez sie, tak?
i inne
zainwestowac w siebie, nie tylko w garderobe i maseczki z ogorkow, ale tez czytac jeszcze wiecej ksiazek, sluchac plyt, ogladac filmow. to przyjemne.
i byc troche jak Eric Cantona. ten gosc jak strzelał dwie bramki i zostawał bohaterem meczu to mówił - nienawidze strzelac 2 goli, przez cały tydzien chodze wkurwiony, ze nie udało sie wbic tej trzeciej. - bo jestem wkurwe ambitny, o tym też zapomniałem.
i wiesz, jak juz sie odbije, a daje sobie na luzie pół roku, wtedy kupie sobie za 5 stów unikatową piłkarską koszulke Cantony, postawie kołnierz i napierdole sie ginem za moj sukces. bo mam odwage, zeby go osiagnac w swoim stylu.
za dużo ludzi lubi mnie/kocha?/wahateva za to jakim jestem i nie mam zamiaru sie zmieniac
i nie mam zamiaru zapominac juz wiecej
"gorzej było i bili brawo"
szansa na lepsze życie, chcesz być lepszy,
niestety masz swój życiowy sceptyzm
ciągle mówisz - pierdolę kogoś, coś tam
żyjesz w niewoli własnych polis, tam zostań
Nejbz:
barter Ja:
ja to jednak tłukiem jestem
mujsiałem w google wpisac barter :D Nejbz:
:D:D:D
hahaha sorry ze zagmatwalem ;] Ja:
spoko, Ty nie wiesz jak działam
w nastepnej notce bankowo uzyje tego słowa
zawsze robie tak z nowym fajnym trudnym słowem
jak cos wyczytam w ksiązce np
dobre sa teksty z ksiazki ŚP Kazimierza Górskiego
wiesz, ksiazka z 75 roku i ten styl mowy
przejąłem absolutnie wszystko, ale u nas na stegnach jest takie jakby zamiłowanie do starych powiedzen i wyrazów Nejbz:
ehhee Ja:
niech to licho, łapserdak, azali, niech go kule bija Nejbz:
to bardzo dobra metoda
a i zamilowanie do owego slownictwa zacne
do diaska! Ja:
teraz dorwałem Grzesiuka
wiec bedzie ostro
dobra dobra Nejbz:
ooo Ja:
wymyslne bluzgi, stare wyrazy, troche z angielska, plus mowa potoczna
zwana dalej slangiem ztj żargonem młodziezowym Nejbz:
:D Ja:
i ludzie myslą, ze jestes elokwentny i zapisują sobie na tablicy korkowej co lepsze Twoje frazy Nejbz:
lubie takie smiesznawe zwroty
jak zargon mlodziezowy
trawka narkotyczna itp :D Ja:
dobry zwrot
rzekł z szelmowskim uśmiechem
na bank użyje w nastepnym wpisie Nejbz:
:D Ja:
tak jak ostatnio napisałes Nejbz:
ktoregos razu uzylem z radoscia Ja:
domowe pielesze :D Nejbz:
hahaha Ja:
w ciemie bity tez dobre
szczególnie jak juz wie sie co to ciemie Nejbz:
hahaha
dobre sa takie slowka i zwroty
warto znac Ja:
no i koniecznie kilka mądrych wyazów
obligatoryjnie, adekwadnie
dystyngowany
permanetnie
dobre słowo też kaprawy
w sumie to ze mnie taki troche słowa fascynat Nejbz:
wrecz pasjonat
rzeklbym
afirmator pieknej mowy polskiej Ja:
zaprawde cos w tym jest. w tym twki szkopuł i warto nie tracic rezonu Nejbz:
:D Ja:
by nie znalezc sie za zyciowym winklem Nejbz:
hahahah Ja:
dobre słowo z nowego 2cztery
inteligencja nie dam sie zbic z PANTAŁYKU Nejbz:
aaa to kiedys uzywalem
lubilem ten zwrot ale jakos przejadl mi sie Ja:
fajny, ale jak sie zastanowic
zbyt pretensjonalny by zaliczyc go do grona
morowych
morowo
kurwa, piekny wyraz Nejbz:
klawy Ja:
tak jak klawo, pycha i w kurwepizde Nejbz:
w kurwepizde zawszespoko Ja:
i chuj-kurwa
:D Nejbz:
hehe
ostatnio uzywam
(c) Qbas Ja:
haha
ale tez jest taka opcja
że, sie niektóych tekstów
tfu
niektórych przyzwyczajen w mowie sie nabiera od znajomków Nejbz:
ooo tak Ja:
prosty przykład pierdolnia Nejbz:
mialem przytoczyc wlasnie Ja:
albo od mojego ziomka Michałka (był na melanzu u mnie, ale pewnie nie kojarzysz)
stygmaty Nejbz:
aby poprzec nim Twa teze Ja:
jako okreslenie subkultury metali Nejbz:
piekne i niebywale trafne
a fajna jest jeszcze opcja wlasnie wymyslania
terminologii
kiedys uzywalismy z kolezka slowka gesto by powiedziec ze zamulka, nudno, chujowo itd itp
przez jakis czas sie utrzymywalo ale ostatnio jakos jakby zamiera
albo "ciezki przekaz" jak ktos pierdoli straszne farmazony :d Ja:
a to Ty brylujesz, nawet na nlogu widziałem pare opcji
gesto czy gęsto?
u Daraaaa w Kałuszyborgenstadzie jak cos jest kozak
to mówi sie sztywny Nejbz:
gęsto Ja:
u nas śmigać to znaczy ruchać
jeszcze jest pytanie Nejbz:
ooo Ja:
było kuczi czy kajaczi Nejbz:
smigac uzywam czesto Ja:
kuczi czyli sie poruchało, kajaczi raczej nie Nejbz:
ale niestety nie w tym znaczeniu :D:D Ja:
ale nie uzywam, to z innej ekipy Nejbz:
:D:D Ja:
Milczi to jest kopalnia tekstów, on ma wiele takich oldskulowych, bo ma wygadanego ojca (z cięta riposta, pan Sławek zawsze nas na mecze woził)
np
poślizgałes coś wczoraj?
albo kurwaaaaaaa
tekst tygodnia Nejbz:
:D:D
hahahaha dobre Ja:
miała suty jak wentyle od kamaza
hahahahahaha Nejbz:
hahhahaha
o kurwa :D
mi sie jeszcze podobalo
ale juz nie pamietam czy Twoje
gryzlbym pizde jak swiezy boczek
spodobalo sie kilku ziomkom Ja:
maestria Nejbz:
tak jak kamszocianka Daraaaa :D Ja:
od Milcziego
hahahahahaha
z Dara też jak napisałem, ze mi zajebali telefon to napisał
na szafot z nimi
ooo Nejbz:
hahahaha Ja:
wycisnąć szmatę Nejbz:
szafot!
no i klasyk
takich ludzi powinno sie.... Ja:
palić :D
rugać, bunczucznie Nejbz:
:D Ja:
a teraz kazio wegrzyn delikatnie drazni prostate laskowskiego! Nejbz:
haaahahaaaaaaaaaaaaahaaaaaaaaaaa
to mnie zabilo
ale... nikomu sie zbyt nie spodobalo ;/
ja jak to czytalem 1 raz sie malo nie udusilem ze smiechu Ja:
Narki dobry jest (aka Narkozy)
kiedys ktoś opowiadał chujowy żart z typem i panną
co dupa mówiła do goscia
połóz ręke na mym łonie
a on - co to jest mymłon
i takie smiechy z tego, co to mymłon po fajce Nejbz:
:D
to tak samo jak "a znasz bajke o tymitunie?" Ja:
a Karol - mymłon jest rodzaje zwierzęcia, które żyje w klimacie umiarkowanym...
i taką całą nawijke Nejbz:
hahahahah Ja:
a co z ta bajka, bo kojarze cos ledwo Nejbz:
ty mi tu nie pierdol!! :D
olskul jak pedalowka Ja:
pedałówka akurat nie znałem tekstu
ale chodziłem tylko 6 lat Nejbz:
ja od wankeja podlapalem dawno temu Ja:
dobry też tekst ostatnio ziomek mi sprzedał
jak gralismy w piłe i nie trafił z 5 metrów w brame
"reprezentuje biede" Nejbz:
hahaha Ja:
dobre dla Piotrka "Nędzy" Nejbz:
jak wladeczek
nooo
pewnie jego ulubiony numer
wiem wiem, mogłem wrzucic na tamtego nloga, no ale musiałem pokazac jak to sie jaram słowami (mimo tego, ze ostatnio to raczej bełkocze i wiesniacze i popełniam lapsusy językowe ;P). chocby wczorajszy wczorajszy tekst z osiedlowej ławki: